CIAT Koszęcin – III Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia o Trofeum "Śląska"
5-6 sierpnia 2017 (sobota i niedziela)

Rozmowa z Krzysztofem Szusterem

T.Kołacz.  Wróciłeś niedawno z Sewilli promującej się jako Światowa Stolica Zaprzęgów. Czy nie postrzegasz tego określenia jako przejaw megalomanii władz tego siedmiusettysięcznego miasta?

K.Sz.  Ależ skąd!  Więcej.To przez cały tydzień  prawdziwa  Mekka  światowego tradycyjnego  powożenia .  Można  prosto to wyliczyć. Sto "po naszemu"  dorożek konnych na co dzień jeżdżących po ulicach Sewilli, ponad  40 wielokonnych  zaprzęgów, od pojedynek poprzez pary , trójki ,czwórki i piątki  biorących udział w piątek i sobotę w konkursie AIAT. 80 zaprzęgów startujących w konkursie w niedzielę na arenie byków i wreszcie około 800 koni w Feria de Abril  od wtorku do niedzieli !!!

Nie ma w Europie takiego zagęszczenia koni w jednym miejscu  absolutnie nigdzie.

T.K Motorem działań związanych z kulturą użytkowania zaprzęgów w Sewilli jest Królewski Andaluzyjski Związek Powożących oraz Muzeum Powozów. Jakie masz obserwacje środowiska powożących w Andaluzji?

Uczestniczyliśmy w kolejnym już  wydarzeniu  organizowanym przez tę organizację. Po raz kolejny jestem zachwycony ich profesjonalizmem i gościnnością ! Na pierwszy rzut oka widać, że każdy wykonuje powierzone mu wcześniej zadanie  i to z ochotą, a do tego potrafią się jeszcze pogodnie bawić . Widać to było na licznych spotkaniach i na uroczystej galowej kolacji , na której spotkali się miłośnicy  tradycji powożenia z całej Europy. Wszystko  wykonywane jest społecznie  bez  zbytecznej tytułomanii , bez  dyrektorów  konkursu , bez elity z zarządu bez  lepiej  i gorzej postrzeganych  członków, absolutnie wszyscy razem . Inną sprawą jest strona , nazwijmy to, materialna . Związek liczy około 630 członków. Wpisowe to 600 Euro, a składka  roczna to 200 Euro .  Wynajmują za to  od miasta  siedzibę w zabytkowym pałacyku w Sewilli i sponsorują  swój namiot w "Feria de Abril . Za udział w konkursach każdy uczestnik sam płaci. Członkowie klubu  posiadają  ogromne kolekcje własnych  powozów , mają  stosunkowo łatwy dostęp do  tych historycznych , jest tu tego bardzo dużo . Bardzo sprytnie Hiszpanie wykorzystali kryzys  europejski parę lat temu, kiedy ceny powozów  głównie we Francji  bardzo spadły. Wykupili wówczas co się dało z rynku i bez wątpienia mają teraz dużą przewagę ilościową nad innymi,   a przede wszystkim  jakościową  w egzemplarzach z przed 1945 roku .  Do tego kochają konie i preferują swoje rodzime rasy. Bardzo dużo spotyka się  zaprzęgów złożonych z mułów,  a nawet z osłów. Kochają hiszpańską tradycję. Na każdym kroku widać ich rodzimą uprząż z charakterystycznymi  barwnymi ozdobami i janczarami .

Sewilscy zaprzęgowcy   potrafią zarazić swoją pasją miejscowe władze. Do dyspozycji organizatorów była : policja regulująca ruchem ulicznym , ekipy sprzątające , cały sztab wolontariuszy .Przez ten tydzień wszystko w mieście było podporządkowane … koniom i zaprzęgom.

T.K Może tak kiedyś będzie wyglądało polskie środowisko powożących?

Bardzo  wszystkim i sobie tego życzę.  Hiszpanie  wychodzą z założenia , że nie jest to tania zabawa . Hobby musi kosztować . Jeśli już ktoś chce w tym uczestniczyć,  to  niech to traktuje jako przynależność do określonego klubu jak  w golfie, tenisie , polo , nurkowaniu , jachtach i tym podobnym. Bez konieczności  przypominania – „zapłać składkę”. Płacisz jesteś nie płacisz –wypadasz .  Ale z drugiej strony gołym okiem widać na co są wydawane wspólne fundusze.

Mamy też problem z historycznymi pojazdami. Wiadomo ostatnia wojna i czterdzieści lat socjalizmu zrobiły swoje. Większość powozów  musimy zdobywać poza Polską, przywozić i remontować  . Mamy natomiast świetne rodzime konie . Bardzo dobre warsztaty powroźnicze, bardzo dobrych  rymarzy .

Myślę, że większą ilość zaprzęgów  będziemy mieli już nie długo  na poziomie europejskim .

Warto jednak pozyskiwać sponsorów ,  włodarzy miast i dyrektorów zabytkowych obiektów i zarażać  ich naszą pasją oraz działać , działać, działać !!! Robić pokazy , korsa , parady . Nie zamykać się z powodu  „niewystarczającej ilości dobrych jakościowo  zaprzęgów ”, organizować szkolenia , ale nie na zasadach komercyjnych, lecz otwartych dla każdego chętnego .

Jeśli już ktoś przyjedzie na takie szkolenie, czy nawet pogadankę to może się zarazi i zacznie bawić się tak jak my ?

T.K Uczestniczyłeś w kilku konkursach tradycji powożenia w innych krajach Europy. Czy są zauważalne istotne różnice pomiędzy Hiszpanią i Niemcami oraz Francją?

Może  tylko w pogodzie . Wszędzie sympatyczna atmosfera . Wszędzie dobra organizacja . No może tylko  we Włoszech wszystko nieco "później " , ale w czasie trwania konkursu bez  zarzutu.

Bez wątpienia pod względem ilości konkursów tak międzynarodowych jak i krajowych królują : Francja i Hiszpania. Ale nie o ranking w tym wszystkim chodzi . Ważne jest samo spotykanie się , wymiana doświadczeń,  poznawanie kultur.

Ale u nas wcale nie jest źle . Mamy kilku uczestników konkursów, którzy bez kompleksów nawiązują "rywalizację"  międzynarodową . A już wiadomo, że po  Książu i Koszęcinie jest nas coraz więcej i to na bardzo dobrym poziomie . Mało jest tylko niestety po polskiej stronie działań popularyzatorskich tej sympatycznej dyscypliny .

T.K Czy jako uczestnicy konkursów i organizatorzy polskich mamy się czego wstydzić?

Nie . Zdecydowanie nie. Udało nam się dzięki „podpatrywaniu” skoczyć od razu na głęboką wodę.

Mamy już dwa miejsca :  Koszęcin i Książ, które przez członków AIAT są rozpoznawalne.  Mamy , co zauważają zagraniczni sędziowie, wysoki poziom przygotowania zaprzęgów i  to znacznie wyższy niż dwadzieścia lat temu, kiedy oni zaczynali. Cały czas to podkreślają.  Powożeniem tradycyjnym  jako pierwszy w Polsce zainteresował się Marek Doruch . Potem było  kilku powożących ,  którzy jednak startowali w barwach zagranicznych właścicieli.  Bez wątpienia dużą rolę w  „zarażeniu”  konkursami tradycyjnego powożenia odegrał Krzysztof Olczak. Miał tak zwane kontakty i z przyjemnością je udostępniał . Nakręcił też swoimi środkami bardzo dobry film z konkursu w Cuts , który był dla nas pierwszym elementarzem oraz sprowadził  na szkolenie barona von Sendena. Potem dołączyli inni : Jacek Jantoń , Paweł Andrzejewski  i moja  osoba.

W  jubileuszowym 20 -tym Cuts  2016 w Maju ma wziąć udział  sześć polskich zaprzęgów, a dostać się  na ten konkurs można tylko przez indywidualne zaproszenie baronowej Antoinette de Langlade, która najpierw sama jeździ  po Europie i ocenia. Tegoroczne zaproszenie aż sześciu polskich ekip to niezbity dowód docenienia  wykonanej w Polsce pracy.

Ważne jest i to, że  mamy już pierwszego polskiego międzynarodowego sędziego z uprawnieniami AIAT,   a niebawem będziemy mieli dwóch następnych, którzy odbyli już niezbędne szkolenia,  brakuje im tylko „asystentur.

Nie mamy się czego wstydzić,  a powiem ci więcej:  na nasz konkurs do Koszęcina  wybierają  się wycieczki ze  Szwajcarii, Czech i oficjalne delegacje z Sewilli oraz Belgii.

Bardzo liczymy także  na   zagraniczne zaprzęgi . Ubiegłoroczny konkurs   wypadł  znakomicie . Gdyby nie zbyt duże nerwy naszych powożących  w konkursie zręczności  mogliśmy śmiało powalczyć o Gran Prix.

T.K Po Sewilli krąży kilkaset dorożek. Jak sobie radzą na wąskich uliczkach i w dużym ruchu samochodowym?  Jak przygotowane są konie do tej pracy i czy „zieloni” nie podnoszą lamentu że koniom dzieje się krzywda?

Zarejestrowanych jest jak już powiedziałem 100  dorożek . W 80% są to odrestaurowane historyczne  wiktorie , milordy, landa i  vis a vis. Reszta to bardzo udane kopie. Wszystkie jednolicie pomalowane - koła i metal na żółto, a kasty na ciemne  kolory: zielone, granatowe lub czarne.

Nie spotka się w Sewilii powszechnej w Polsce pstrokacizny i kiczu rodem z krakowskiego rynku, czy warszawskiej starówki. Na co dzień królują jednokonne zaprzęgi . Używają koni różnych ras, ale zawsze rodzimych. Przeważają andaluzyjskie. Dużo mułów. Wszystkie niebywale spokojne  i  w większości dobrze utrzymane. W ciągu tygodnia napotkałem tylko dwa przypadki niewielkiego skarżenia się na przednie nogi. Ale wyraźnie nie była to kontuzja , ale  przypadłość danego osobnika.  Ludzie podchodzą do tychże zaprzęgów bardzo przyjaźnie , także kierowcy . Uprzęże czysto utrzymane. Na każdym wyznaczonym postoju miejsce do pojenia. Do natylników każdy koń ma przypięty woreczek na odchody. Czysto miło. Nie widać chorych „protestujących” przeciwko bez wątpienia ciężkiej codziennej pracy tych zwierząt. Ale chyba po to konie zostały udomowione, a potem przez wieki hodowane, aby służyć człowiekowi?  Zapewniam , że konie te nie wyglądały na  nieszczęśliwe, czy przemęczone!!!

Oto jeden przykład. W czasie festynu jeden koń zasłabł - to normalne, gdyż zwierzęta jak i ludzie chorują na serce i nie jest to od razu  winą "wozaka, który zamęczył biednego konika". Wracam do Sewilli . Koń ten sprawnie został wyprzęgnięty. Wezwano lekarza , który podał mu kroplówkę, a konia odprowadzono w kierunku stajni. Wszystko działo się na ruchliwej alei  na  oczach kilkutysięcznej widowni. Nikt nie robił zdjęć , nie filmował komórkami , nie było zbiegowiska . Mieszkańcy potraktowali to jak zupełnie normalny przypadek, a dodam że było tam ponad stu dziennikarzy .

Gdyby tak nasze lokalne władze  i dziennikarze zajęli się raczej  koszmarkami  - pseudo landami  jakie królują  w polskich miastach, przyozdobionymi  girlandami świateł ledowych  (także ostatnio na uprzężach) z  pióropuszami z pawich i strusich piór (normalnie używanymi niegdyś w karawanach pogrzebowych). Gdyby za wzorem władz Sewilli wprowadzono jeden obowiązujący model  powozu  i jego kolorystykę, określono ilość pasażerów np. do maksymalnie  6 osób ! Jakże polskie, stare miasta zyskały by na uroku!

T.K  Spotkałeś w Sewilli Raimundo Corala oraz barona Christiana de Langlade, którzy z przyjemnością przyjęli po raz drugi zaproszenie do sędziowania tegorocznego konkursu w Koszęcinie. Obydwaj promując to wydarzenie stali się „ambasadorami” naszego turnieju. Podobno Portugalczycy i Hiszpanie planują przyjazd do Polski po to tylko by zobaczyć nasz konkurs?

Ta to prawda. Ale też szykują się Szwajcarzy i Włosi i Belgowie. Szczególnie  Baron de  Langlade i Rajmundo zrobili  dla nas wspaniałą robotę. Są  zakochani w folklorze. W ubiegłym roku Rajmundo wraz z żoną ufundowali  w Koszęcinie  nagrodę dla  polskiego rodzimego zaprzęgu. Dostali ją górale z Podhala  ….. .Wszystkim opowiadał, że Polacy wprowadzili pewną innowację  poprzez dodanie do konkursu pokazu polskich pieśni i tańców narodowych. Wszyscy chcą ponownie zobaczyć to w tym roku w Koszęcinie. A jak wiesz wraz z dyrektorem zespołu Śląsk –Zbyszkiem Cierniakiem z chęcią  udostępnimy im to, choć szykujemy jeszcze dodatkowe  sympatyczne atrakcje związane z polską kulturą .

T.K Rajmundo Coral Ruiales był także w Sewilli sędzią głównym XXXI już konkursu – pokazu zaprzęgów na historycznym stadionie byków w Sewilli. Opowiedz proszę o swoich wrażeniach.

Od wielu lat marzyłem aby na własne oczy to zobaczyć . Oglądanie przez Internet to  nie to samo co własne przeżycia. Można powiedzieć pełen orgazm wrażeń, bogactwo  strojów, koni , powozów . Kilkanaście tysięcy szczęśliwców, którzy dostali się na widownię oklaskiwało każdy wyczytywany przez spikera zaprzęg . Na ulicach pozostały zawiedzione tłumy. Konie ubrane w większości w narodową uprząż. Przepiękne kobiety także ubrane zgodnie z hiszpańską tradycją w koronkowe  mantylle. W wielu pojazdach dzieci także ubrane po hiszpańsku. Tego nie da się opisać, czy opowiedzieć . Tam trzeba być.  Powiem więcej tak jak każdy  wierny muzułmanin  musi pielgrzymować do Mekki, tak każdy kochający tradycję powożenia powinien odwiedzić Sewillę  w kwietniu!

A pojechałem tam nie tylko aby oglądać konkursy . Byłem tam, aby sprawdzić  wszystko co dotyczy pobytu tam  moją piątką w przyszłym roku .Planuję  wystartować  w dwóch konkursach  : międzynarodowym AIAT i dzień później na arenie walk byków także  piątką w chomątach krakowskich, a pasażerowie w polskich ludowych strojach .

Będę czekał na tę chwilę z utęsknieniem cały rok, tym bardziej , że  będzie to pierwszy polski zaprzęg na hiszpańskiej  ziemi od czasów  Samosiery  . A  propos  - Samosierę już nam zapomnieli, albo może poszła na konto Napoleona?

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za przyszłoroczną wyprawę.

Tadeusz Kołacz

 

 

 

 

 

Undefined